AktualnościWywiadyZ Polski

Żaglowiec Le Quy Don z drona na pełnym morzu. Wywiad z autorem zdjęć.

Żaglowiec Le Quy Don liczący prawie 60m długości samego kadłuba i 10m szerokości to w pełni polska produkcja (pierwsza taka od 20 lat), która została stworzona dla Akademii Marynarki Wojennej Socialistycznej Republiki Wietnamu jako żaglowiec szkolny. Jego budowę zlecił Polski Holding Obronny a wykonaniem zajęła się stocznia gdańska Marine Projects. Autorem projektu jest Zygmunt Chorenia.

Paweł Kawęczyński - FlyFilms
Paweł Kawęczyński – FlyFilms

Le Quy Don już niedługo wyruszy w swój pierwszy rejs do portu macierzystego w Wietnamie z 40-osobową grupą kadetów i oficerów oraz polską załogą szkoleniową na pokładzie. W ostatnich dniach odbywały się intensywne testy żaglowca na otwartym morzu. Była to idealna okazja na sfilmowanie i sfotografowanie go pod pełnymi żaglami. To zadanie zostało przydzielone firmie FlyFilms zajmującej się filmami i zdjęciami z drona. Tego typu zlecenie jest wyzwaniem dla operatorów jak i samego sprzętu. O szczegółach udało mi się porozmawiać z Pawłem Kawęczyńskim – właścicielem firmy FlyFilms i operatorem drona.

Zdradzisz nam, jak zdobyłeś takie zlecenie?

P.K.: Tak, oczywiście, nie jest to żadna tajemnica. Mój wuj – Janusz „Geograf” Kawęczyński – pełni funkcję oficera na żaglowcu Le Quy Don. On również jest pasjonatem dronów. Kiedy zaszła potrzeba przygotowania zdjęć lotniczych statku, wybór padł na mnie, ponieważ prowadzę firmę zajmującą się właśnie taką działalnością.

Co było największym wyzwaniem podczas jego realizacji zdjęć?

P.K.: Le Quy Don to jedna wielka pływająca antena. Jest tam mnóstwo sygnałów i tym samym zakłóceń w powietrzu bezpośrednio wokół statku. Praktycznie nie ma szans aby prawidłowo skalibrować kompas drona. Nawet jeśli się już udało, to chwilę potem pojawiał się błąd. Krótko mówiąc, dron startuje od razu komunikując błąd kompasu. Dopiero gdy oddali się od statku na kilkadziesiąt metrów, zaczyna zachowywać się „normalnie”. O lataniu w wygodnym GPS w ogóle nie było mowy. Tak więc, największym wyzwaniem był stres związany z prawidłowym funkcjonowaniem sprzętu. Ale na szczęście wszystko się udało.

Jaki sprzęt brał udział w zleceniu?

P.K.: Jeśli chodzi o latające kamery, to była jedna i jak dla mnie niezastąpiona przy tego typu realizacjach, czyli DJI Inspire 1.

DJI Inspire 1
DJI Inspire 1

Jak się lata nad wodą z takim dronem? Jest duży stres z racji niebezpieczeństwa wpadnięcia do wody?

P.K.: Samo latanie nad wodą jest bardzo przyjemne i ja osobiście bardzo je lubię. Zwykle sygnał GPS jest pewny. W tym przypadku problem leżał w miejscu startu i zakłóceniach pracy drona oraz cały czas zmieniającej się pogodzie: padał naprzemiennie deszcz i świeciło słońce. Tak więc był lekki stres, ale motywował do działania i koncentracji.

Jak wyglądały starty i lądowania, skąd się odbywały?

P.K.: Starty i lądowania na morzu odbywały się z pokładu samego żaglowca Le Quy Don. Na rufie był kawałek miejsca gdzie po szybkim stracie można było uciec przez spore „okienko” między wantami. Przez nie też wracało się na pokład z lewej lub z prawej, w zależności od tego, którym halsem szedł statek.

Prawa autorskie: Paweł Kawęczyński – FlyFilms

Ile osób brało udział w takim zleceniu?

P.K.: Jeśli chodzi o osoby odpowiedzialne za ujęcia lotnicze to było nas w sumie troje. Nasz kolega pojechał zrobić fantastyczne zdjęcia wstępne, gdy Le Quy Don opuszczał stocznię. My byliśmy odpowiedzialni za zdjęcia na morzu i pod pełnymi żaglami. My, czyli moja narzeczona Julia Hupaliuk, która również pełni funkcję operatora kamery, oraz ja.

Julia Hupaliuk
Julia Hupaliuk

Ile łącznie czasu zajęła realizacja zdjęć?

P.K.: Wszystko odbyło się bardzo sprawnie. Dzięki gościnności kapitana Piotra Leszczyńskiego i załogi statku, spędziliśmy 3 dni i 3 noce na pokładzie Le Quy Don. Ten czas podzielony był jednak na dwa niezależne wyjazdy do Gdyni. Musieliśmy czekać na okazję do postawienia wszystkich żagli. Taka nadarzyła się 9 września w czasie ostatecznych testów na morzu i odbiorach technicznych.

Na jakich ujęciach żaglowca Wam najbardziej zależało? Czy klient miał jakieś szczególne wymagania?

P.K.: Tak naprawdę pojechaliśmy zrobić zdjęcia dla Polskiego Holdingu Obrony tydzień wcześniej. Był dzień, kiedy na pokład byli zaproszeni dziennikarze i prasa. Wszystko się udało, ale wówczas z jakichś powodów nie zdecydowano się postawić wszystkich żagli. Gdy nasz Klient zobaczył potencjał zdjęć jakie zrobiliśmy, uznał, że musi się odbyć prezentacja żaglowca pod pełnymi żaglami. Tak też się stało i dlatego po przerwie wróciliśmy ponownie do Gdyni, czego efektem są naprawdę ciekawe ujęcia.

 

Żaglowiec Le Quy Don z drona
Prawa autorskie: Paweł Kawęczyński – FlyFilms
Żaglowiec Le Quy Don z drona
Prawa autorskie: Paweł Kawęczyński – FlyFilms

Cel założony został osiągnięty?

Tak, cel został osiągnięty. Oczywiście zawsze można coś poprawić, coś jeszcze dograć i to zwykle wychodzi przy postprodukcji, ale jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu i cieszymy, że dron jest cały czas z nami! Mamy bardzo dużo materiału filmowego, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni.

W jaki sposób zostaną wykorzystane zebrane przez Was materiały foto/video?

Ich odbiorcą jest Polski Holding Obronny i to oni będą decydować o wykorzystaniu zdjęć i filmów. Jest również tworzony film dokumentalny – dla jego twórców wykonaliśmy niezależny lot. Dopóki Le Quy Don nie wypłynął jeszcze z Polski wszystko jest owiane lekką mgiełka tajemnicy, ale trzymamy rękę na pulsie i będziemy informować o nowościach związanych z tym tematem na bieżąco.

Dzięki za rozmowę i poświęcony czas!

Moim rozmówcą był Paweł Kawęczyński – pilot/operator drona i zarazem właściciel firmy www.FlyFilms.pl.

Le Quy Don z drona
Prawa autorskie: Paweł Kawęczyński – FlyFilms
Poprzedni

Jak zgłaszać lot drona w CTR?

Następny

Za 10 dni ruszy DRON/UP! 2015 w Poznaniu

Brak komentarzy

Skomentuj artykuł

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *