Porady

Zanim kupisz dziecku drona na komunię…

Maj to miesiąc pierwszych komunii w kościele katolickim, a zatem okres żniw dla handlarzy rzeczami wszelakimi, które można dać dziecku na prezent. Za moich czasów były to przeważnie zegarki, rowery BMX (tudzież pierwsze „górale”), chwilę później – motorynki, komputery, quady, tablety, konsole do gier… Aż dożyliśmy czasów, gdy 8-9 latek dostaje na komunię swojego (najczęściej) pierwszego drona.

Dron kupiony na komunię nie może być za tani, więc nie będzie to raczej mała lekka zabawka do 100zł. Zapewne do wielu dziecięciaków trafi coś na kształt DJI Phantom, które siłą rzeczy są najpopularniejsze, a jeszcze mieszczą się w zasięgu cenowym przewidzianym na prezent komunijny.

Kiedyś kupowano dzieciom quady, które były i są niebezpieczne, na BMX’ach czy motorynkach też nie jeden dzieciak się połamał. W rankingu „niebezpiecznych prezentów” drony plasują się jednak w ścisłej czołówce, bo prócz niebezpieczeństwa dla dziecka i osób w jego otoczeniu – po oderwaniu się od ziemi, dron zaczyna stwarzać też pewne zagrożenie dla innych użytkowników przestrzeni. W dodatku jest to zagrożenie, którego nie da się porównać do zagrożenia powodowanego przez rower czy nawet quad. Ale wiecie co? Wcale nie będę „smęcił” jakie to nieodpowiedzialne i ogólnie złe jest kupować dziecku drona. Serio – moim skromnym zdaniem nie pozostaje nam nic innego, jak po prostu się z tym pogodzić. Moda na drony na komunię przejdzie tak szybko, jak znajdzie się na rynku kolejny fajny gadżet, który będzie nowszy i bardziej atrakcyjny dla dzieci w tym wieku.

Po co zatem jest ten wpis? Chciałbym zwyczajnie by przyszli „darczyńcy” – rodzice, chrzestni, wujkowie etc. – wiedzieli, z czym wiąże się zakup drona na komunię. To do nich jest kierowany ten post, po pierwsze dlatego, by czuli się odpowiedzialni za ten zakup i jego konsekwencjie. Po drugie – obdarowywanym dzieciom w tym wieku i tak się nie przemówi do rozsądku. Co im powiemy? Czytajcie instrukcje? Sprawdzajcie strefy, w których latacie? Przecież to dzieci! Chodzi im głównie o dobrą zabawę, a drony dostarczają jej przecież całkiem sporo.

Krótki apel do rodziców, chrzestnych, dobrych wujków

Zapewne wielu z was skusi się na kupno drona dziecku na komunię. Musicie zatem wiedzieć kilka rzeczy. Przeczytajcie je, a potem sami sobie odpowiedźcie na pytanie – czy warto. Bo w sumie moze warto dziecku sprawić radość, ale odpowiedzialność dalej leży po waszej stronie. A zatem:

1. Dron w postaci wielowirnikowca zdalnie sterowanego radiem/kontrolerem/aparaturą RC może zrobić krzywdę dzieciom sterującym dronem i osobom w ich otoczeniu. Małym wyjątkiem są naprawdę niewielkie zabawki ważące kilkanaście do kilkudziesięciu gram i mieszczące się w rękach. Sęk w tym, że te kosztują 50-100zł i zapewne, nie będą dawane jako prezenty „bo za tanio”. Wszystkie większe zabawki  – nawet takie jak Syma X5, Tarantula X6 i podobne, z racji dość dużych całkiem ostrych śmigieł i szybkich obrotów silnika – mogą doprowadzić do tragedii. Im większy sprzęt, tym oczywiście zagrożenie dla dziecka i osób towarzyszących rośnie.

2. Jeśli nawet szarpniecie się na droższy sprzęt – to nie znaczy, że wraz z jego ceną wzrośnie bezpieczeństwo lotu dzięki tym wszystkim stabilizacjom na pokładzie. Wielu dorosłych ma problemy z opanowaniem dronów – nawet tych, które latają z utrzymywaniem wysokości i z GPS. Sterowanie dronem wymaga pewnej wiedzy, manualnych umiejętności, orientacji w przestrzenii i przewidywania toru lotu drona. Moim skromnym zdaniem 8-9-latkom trochę brakuje, by mieć te wszystkie cechy jednocześnie. Brak powyższych kończy się zwykle źle – rozbiciem sprzętu (który w tej sytuacji nie podlega wymianie na gwarancji) lub stworzeniem zagrożenia dla osób postronnych.

3. Dron może spaść zawsze, w każdej chwili, bez zapowiedzi. W myśl zasady: „wszystko co lata, może kiedyś spaść” w przypadku dronów sprawdza się znacznie częściej niż w przypadku zwykłych samolotów, które podlegają znacznie bardziej restrykcyjnym przepisom już na etapie ich projektowania, a potem produkcji i eksploatacji. W dronach zawieść może w zasadzie wszystko: elektronika (odbiornik, kontroler lotu, GPS), układ napędowy (silniki) lub części mechaniczne (sama konstrukcja, śmigła). Dodatkowo wpływ na elektronikę mają warunki atmosferyczne (opady, zachmurzenie, wilgotność), a nawet wybuchy na Słońcu, które skutecznie zakłócają działanie niektórych modułów elektronicznych (kompas, GPS) tutaj – na Ziemi, również w naszym dronie.

4. Za przebieg lotu odpowiada pilot drona (tudzież „operator drona”) – w przypadku dzieci, odpowiedzialność jest przenoszona na ich prawnych opiekunów, najczęściej rodziców. Zatem za wszystkie szkody (w mieniu i zdrowiu osób trzecich) odpowiadają opiekunowie, podobnie jak za naruszenie prawa lotniczego i cywilnego. W przypadku dronów i ich nieodpowiedniego użytkowania szkody i naruszenia prawa zdarzają się dość często.

5. Skoro jesteśmy już przy „prawie lotniczym” – warto wiedzieć, że są strefy np. w okolicy lotnisk (i to wcale nie w bezpośredniej odległości od nich, ale nawet po kilka kilometrów od samego lotniska), w których nie można latać bez zgody odpowiednich służb i tyczy się to lotów już od samej ziemi niestety. Od momentu oderwania się drona od podłoża każdy jego pilot (nawet dziecko) staje się użytkownikiem przestrzeni powietrznej i musi przestrzegać prawa lotniczego. Jak wytłumaczycie 9-latkowi, że ma przestrzegać prawa lotniczego? Nie mam pojęcia, ale dla waszej informacji – takie prawo obowiązuje również loty dronów, a jego łamanie będzie odczuwalne przede wszystkim przez opiekunów.

Nie będę wydłużał tej listy, choć jeszcze kilka ważnych aspektów latania dronami można by tu poruszyć. Nie zamierzam nikogo zniechęcać do zakupu dronów na komunię, bo wierzę, że każdy dorosły, który przeczyta powyższe argumenty jest w stanie sam podjąć mądrą decyzję. Jeśli wciąż „upieracie się” na prezent komunijny w postaci drona typu DJI Phantom i większy to również mam kilka krótkich rad:

  • sami zapoznajcie się ze sprzętem, jego instrukcją oraz spróbujcie wykonać samodzielnie loty – zobaczcie jak wam – dorosłym – to wychodzi i oceńcie, czy wasze dziecko jest w stanie nim kierować;
  • nigdy nie zostawiajcie dziecka sam na sam z „prezentem” – niech zawsze będzie jakiś dorosły, który będzie kontrolował sytuacje na tyle, na ile to możliwe;
  • ponieważ jako opiekunowe ponosicie odpowiedzialność cywilną i karną za czyny dzieci – na waszych barkach spoczywa obowiązek zapoznania się z wszystkimi aspektami biezpiecznego latania, sprawdzania warunków pogodowych, Kp-index (wyładowań słonecznych), stref powietrznych, w których latacie – na dobry start polecam stronę latajzglowa.pl, a potem zostaje duuużo czytania innych źródeł, chociażby tu (drony a prawo polskie), i tu (prognoza pogody + dodatkowe informacje).

Życzę wszystkim „darczyńcom” podejmowania mądrych decyzji co do zakupu prezentów komunijnych! 😉
PS. Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie liczne news’y tego typu

Poprzedni

Dostarczanie szczepionek przy pomocy dronów. UPS nawiązuje współpracę z Zipline i Gavi

Następny

ONAGOfly Smart Nano Drone - inteligenta alternatywa dla Lily

6 komentarzy

  1. 10 maja 2016 at 13:23 — Odpowiedz

    Moim zdaniem ludziom się w dupach po przewracalo z tymi prezentami na komunie. ” zjem wafla dostanę laptopa” – to usłyszałam od kuzyna który w sobotę będzie miał komunie. A co na mailu? Lista prezentów co chce – możliwie jak najszybciej odesłać deklaracje co kupię.
    Ja na swoją komunie dostałam od wszystkich kasę a od rodziców rower. Za kasę miałam wykupione 3 miesiące indywidualnych lekcji plywania. Chyba bardziej wartościowy prezent.

    • 10 maja 2016 at 13:29 — Odpowiedz

      Wow, nie wiedziałem, że to aż tak „poszło do przodu”. To u mnie w rodzinie parę lat temu jeszcze było w normie – wprawdzie dzieciak chciał dostać tablet, ale składało się na niego kilka osób, więc jeszcze rozsądnie. Sam dostałem BMXa + kasę, którą jeszcze przez 3 lata trzymałem (zbierałem) i rodzice kupili mi pierwszego PCta… Ale podejście „zjem wafla, dostanę laptopa” miażdży…

  2. 10 maja 2016 at 14:53 — Odpowiedz

    Heh, ja na komunię dostałem rower górski (bez szału, taki z marketu), jakieś niepotrzebne duperele i trochę kasy – nawet nie wiem ile, ale wiem, że po jakimś czasie ponieważ chodziłem do szkoły muzycznej rodzice postanowili to połączyć z kasą siostry i dołożyć (co najmniej drugie tyle) i kupić pianino Kawai. Do szkoły muzycznej chodziłem przez 6 lat (siostra 9), zawodowym muzykiem nie zostałem, ale pianino nadal w domu jest i od czasu do czasu coś dla relaksu sobie pogram 😉
    Natomiast drony większe niż marketowe zabawki rozmiarów 10×10 cm to urządzenia raczej liceum+, kiedy ma się już pewną wyobraźnię, umiejętności, odpowiedzialność i zakup drona wynika z prawdziwych zainteresowań niż jakiejś mody

  3. 31 lipca 2016 at 00:05 — Odpowiedz

    Hehehe, pamiętam swoje pierwsze helikopterki za stówkę z „oszozłoma” gdu byłem w wieku komunijnym. Teraz jestem w gimbazie i latam sobie Symą X3 bo Syma X5SC czeka na dostawę części z Chin po krecie gdy pilot powędrował w ręce ojca xD Bo z dronami to radzę sobie najlepiej z rodziny 😛

  4. 6 kwietnia 2017 at 13:44 — Odpowiedz

    Ja tam nie jestem przeciwnikiem dronów dla dzieci. W końcu umiejętność ich obsługi może im się przydać w dorosłym życiu, w przeciwieństwie do jakiś innych pierdół typu tablety, smartwache czy tym podobnych. Nawet tu jest spoko model na początek za niedużą kasę a dobry:
    http://allegro.pl/dron-jjrc-h31-wodoodporny-wawa-rtf-na-komunie-i6777867992.html

  5. 15 maja 2018 at 14:35 — Odpowiedz

    W niedziele mialo moje piate dziecko komunie na uroczystosc wydalismy trzy tysiace ponad a dziecko nie dostalo nawet zlotowki wyobrascie sobie jak dziecko bylo zawiedzione smieszne drony ktore sa w dodatku niebiezpieczne i smieszne tanie prezenty zal po prostu zal

Skomentuj artykuł

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *