AktualnościPoradyZ Polski

Czym grozi lądowanie DJI Mavic Mini na dachu kościoła Mariackiego

Temat drona, który uderzył w dach kościoła Mariackiego na rynku w Krakowie obiegł już chyba wszystkie polskie media informacyjne. Celowo szerokim łukiem omijał Świat Dronów. Nie chciałem nakręcać tej spirali, która mogła tylko zaszkodzić całemu środowisku operatorów.

Mimo wszystko temat obserwowałem bacznie, bo jest to jeden z tych wypadków, które ujawniają kilka istotnych rzeczy tj. sposób działanie policji, prokuratury i sądu, rolę mediów i ich sposób rozdmuchiwania tematu do rangi co najmniej poważnego wypadku lotniczego, w końcu opinie samych operatorów o tym co się stało. Przypadek pechowego operatora, który doprowadził do lądowania swojego miniaturowego drona (DJI Mavic Mini – ważącego zaledwie 249g) na dachu bazyliki Mariackiej w Krakowie , może posłużyć zatem za dobre „case study”. Niestety dla niego, ale „stety” dla wszystkich pozostałych operatorów latających w miejscach o podwyższonym ryzyku.

Dla tych, którzy mimo całej wrzawy podniesionej w internecie, radiu i telewizji nie słyszały o tej sprawie – krótkie streszczenie: 1 stycznia około 10:30 obywatel Ukrainy (24 l.) przebywający w Krakowie w celach turystycznych lecąc swoim dronem (DJI Mavic Mini) nad Rynkiem Głównym stracił łączność radiową. Dron przeszedł w tryb lądowania w mało szczęśliwym miejscu – będąc dokładnie nad Kościołem Mariackim. Tym sposobem znalazł się na jego dachu. Źródło informacji: wpis na Facebook na fanpage Małopolska Policja. To samo znajdziecie w Aktualnościach na stronie malopolska.policja.gov.pl jako wpis pt. „Zarzuty dla 24-letniego operatora drona”.

Dron na dachu Kościoła Mariackiego w Krakowie
Źródło: https://malopolska.policja.gov.pl/pl/aktualnosci/zarzuty-dla-24-letniego-operatora-drona

Fakt nr 1

Operator sam zadzwonił na numer alarmowy 112 powiadomić o zdarzeniu. Policja pisze, że operator poprosił telefonicznie o pomoc w odzyskaniu drona, więc bardzo możliwe, że nie miał żadnej świadomości co go czeka. Na miejsce wysłano zarówno straż pożarną jak i policjantów z prewencji.

Fakt nr 2

Policja zabezpieczyła drona (DJI Mavic Mini) jako dowód w sprawie oraz zatrzymała operatora przewożąc go do Komisariatu Policji I w Krakowie na przesłuchanie. Przesłuchanie wykazało, że (wg zeznań operatora) dron lądował w trybie automatycznym, wiatr jednak zniósł go nad dach kościoła.

DJI Mavic Mini zdjęty z dachu Kościoła Mariackiego w Krakowie
Źródło: https://malopolska.policja.gov.pl/pl/aktualnosci/zarzuty-dla-24-letniego-operatora-drona

Fakt nr 3

Operator jest obywatelem Ukrainy i przyznał się, że nie znał polskich przepisów prawa lotniczego. Dowiedział się natomiast od innych osób latających wtedy nad rynkiem, że może tam latać, byle nie przekraczał pewnej wysokości (od redakcji: nad Rynkiem Głównym w Krakowie jest CTR EPKK – strefa kontrolowana lotniska w Balicach, powyżej 100m nad ziemią konieczna jest zgoda kontrolerów lotniska). Po złożeniu zeznań operator został zwolniony po przesłuchaniu.

Fakt nr 4

Operator usłyszał zarzuty naruszenia przepisów ustawy Prawa Lotniczego. Podejrzanemu grozi kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności (Art. 212 Ustawy Prawo Lotnicze). Sprawa zostanie przekazana do prokuratury, która podejmie decyzję co do dalszego toku postępowania (przy czym z uwagi na okoliczności nie można wykluczyć niższego wymiaru kary bądź np. warunkowego umorzenia).

Na jakiej podstawie postawiono zarzuty?

Tego akurat nie przeczytamy wprost w informacjach opublikowanych przez Małopolską Policję. W treści artykułu znajdziemy jedynie fragment:

„W przypadku rekreacyjnych lotów zabronione jest latanie nad budynkami oraz skupiskami ludzi. Trzeba mieć na uwadze możliwość utraty łączności  czy zasilania  (w takim przypadku urządzenie może spaść na kogoś). Konieczne jest  także zachowanie bezpiecznej odległości poziomej  od osób i przeszkód z uwagi na możliwe podmuchy wiatru.”

Zasady lotów rekreacyjnych są ściśle określone w Załączniku nr 6 do Rozporządzenia Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej z dnia 26 marca 2013 r. w sprawie wyłączenia zastosowania niektórych przepisów ustawy – Prawo lotnicze do niektórych rodzajów statków powietrznych oraz określenia warunków i wymagań dotyczących używania tych statków (link do obwieszczenia MI z tekstem jednolitym wspomnianego rozporządzenia).

Konkretne punkty, które można przytoczyć w kontekście zarzutów stawianych operatorowi oraz biorąc pod uwagę charakter lotu (rekreacyjny) i model samego drona (poniżej 600g wagi), to:

Rozdział 4 – Zasady wykonywania lotów

4.1. Modelami latającymi wykonuje się operacje z zachowaniem następujących warunków:

(…)

2) zapewniając w każdej fazie lotu bezpieczną odległość poziomą od innych statków powietrznych, przeszkód, osób lub zwierząt na wypadek awarii lub utraty kontroli nad modelem latającym

4.6. Modelami latającymi nie wykonuje się lotów nad:

5) osobami i zgromadzeniami osób na wolnym powietrzu, niebędącymi w dyspozycji
lub pod kontrolą operatora;

Dodatkowo na operator ponosi odpowiedzialność nie tylko za lot, ale również za samą decyzję o jego wykonaniu (np. w niesprzyjających warunkach), a sposób jego przeprowadzenia jest ściśle określony:

Rozdział 3 – Odpowiedzialność

3. Operator:

1) zachowuje szczególną ostrożność, unika wszelkiego działania lub zaniechania, które
mogłoby:

  • a) spowodować zagrożenie bezpieczeństwa, w tym zagrożenie bezpieczeństwa ruchu
    lotniczego,
  • b) utrudniać ruch lotniczy,
  • c) zakłócić spokój lub porządek publiczny, oraz
  • d) narazić kogokolwiek na szkodę;

(…)

Skąd tak wysokie zarzuty do 5 lat pozbawienia wolności?

Zgodnie z Art. 212 „kto wykonując lot przy użyciu statku powietrznego narusza przepisy dotyczące ruchu lotniczego obowiązujące w obszarze, w którym lot się odbywa – podlega karze pozbawienia wolności do lat 5.” Naruszenie przepisów prawa lotniczego jest uznawane za przestępstwo dlatego sprawa została przekazana do prokuratury, który może operatorowi postawić taki zarzut w sądzie.

Jak mogło dojść do tego incydentu?

Powodów może być wiele, ale i tak można najkrócej skwitować: to błąd operatora. Statystycznie zdecydowana większość wszelakich zdarzeń w lotnictwie wynika z czynnika ludzkiego i tutaj zapewne nie było inaczej, choć użyty dron mógł się do tego bardzo przyczynić.

Zacznijmy zatem od samego drona. DJI Mavic Mini – prócz wielu swoich zalet, ma dwie wady, które mnie osobiście również dawały się we znaki podczas lotów (i to właśnie w Krakowie): jest wrażliwy na wiatr i na zakłócenia połączenia radiowego. Pierwsze wynika przede wszystkim z jego niewielkiej wagi (249g) oraz silników o niskiej wydajności, które w razie problemów z utrzymaniem pozycji nie mają dużego nadmiaru mocy i nie są w stanie przeciwstawiać się wiatrowi. Druga wada związane jest z faktem, że DJI Mavic Mini jest kontrolowany z ziemi przy pomocy połączenia WiFi – bardzo podatnego na zakłócenia z lokalnych nadajników/przekaźników WiFi sieci internetowych, których szczególnie w centrum dużych miast jest cała masa.

Jeśli powyższe informacje zestawimy sobie z zeznaniami pechowego operatora to przestaną być one zagadką nawet dla dronowego laika. Operator zeznał, że stracił z dronem połączenie a ten przeszedł do automatycznego lądowania. Utrata połączenia radiowego Maviciem Mini na Rynku Głównym w Krakowie nie jest niczym nadzwyczajnym, wręcz można rzec, że to normalne w tym miejscu. Operator mógł nie wiedzieć, że będą silne zakłócenia połączenia radiowego. Nie wykazał się natomiast dostateczną znajomością własnego drona, który zwyczajnie (ten konkretny model) ma duże trudności z utrzymaniem łącza RC w takich warunkach. Jeśli nawet odleciał nim tylko pionowo do góry na prawie 100m (wieża Kościoła Mariackiego ma ponad 80m) to wystarczyło by zerwać połączenie.

Straż miejska w Krakowie

Jak dron znalazł się na dachu? Przecież powinien wrócić do miejsca startu? Przeważnie tak się dzieje, ale mogły się wydarzyć przynajmniej dwie różne sytuacje, które zdecydowały o innym zakończeniu lotu. Operator zeznał, że silne podmuchy wiatru zniosły drona na dach. Druga opcja jest taka, że operator wisiał dronem niedaleko miejsca startu. W takich sytuacjach gdy odległość w poziomie drona od tzw. Home Point jest mniejsza niż 20m (dla tego konkretnego modelu) – dron przechodzi w tryb lądowania bez powrotu do Home Point – czyli punktu startu („domu”). Jeśli wydarzył się ten drugi scenariusz to znów operator nie wykazał się dobrą znajomością działania swojego drona. My możemy sobie „gdybać”, ale policja nie będzie miała najmniejszych problemów z dojściem do jedynej prawdziwej wersji bowiem dron nie uległ zniszczeniu, został zatrzymany jako dowód w sprawie, a logi z przebiegu całego lotu można bez problemu odczytać.

Co realnie grozi operatorowi?

Już policja w swoim artykule napisała:

Z  uwagi na okoliczności nie można wykluczyć niższego wymiaru kary (niż 5 lat pozbawienia wolności) bądź np. warunkowego umorzenia.

Za umorzeniem zarzutów przemawia kilka kwestii:

  • nic się nikomu nie stało, nie było też żadnych strat materialnych;
  • operator sam zgłosił sprawę na numer alarmowy;
  • operator przyznał się, że nie znał polskiego prawa, ale zarazem działał nieumyślnie – dla takich przypadków Art. 212 ptk. 3 przewiduje z automatu zmniejszenie kary do grzywny, kary ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku;
  • o ile doszło do naruszenia przepisów ruchu lotniczego (o czym zdecyduje prokuratura lub dalej sąd) to naruszone przepisy nie wiązały się z zagrożeniem dla ruchu lotniczego (operator prawdopodobnie wiedział, że nie może lecieć wyżej niż 100m nad ziemią z racji strefy CTR lotniska w Balicach).

Moim zdaniem jedyny zarzut jaki można przedstawić operatorowi to:

  • nie zachowanie bezpiecznej odległości poziomej od innych statków powietrznych, przeszkód, osób lub zwierząt na wypadek awarii lub utraty kontroli nad modelem latającym;
  • lot modelem latającym nad osobami i zgromadzeniami osób na wolnym powietrzu, niebędącymi w dyspozycji lub pod kontrolą operatora.

Oczywiście w pewnym sensie doszło też do spowodowania zagrożenia i narażenia na szkodę dobra kultury narodowej, co – biorąc pod uwagę ciężar drona DJI Mavic Mini, który jest lżejszy od przeciętnego gołębia latającego nad rynkiem – brzmi dość kuriozalnie…

W komunikacie policji jest jedno zdanie nie mające 100% poparcia w przepisach:

Jednak w przypadku rekreacyjnych lotów zabronione jest latanie nad budynkami oraz skupiskami ludzi.

Chodzi oczywiście o pierwszą część: „w przypadku rekreacyjnych lotów zabronione jest latanie nad budynkami”. W rozporządzeniu dotyczącym lotów dronów, w Załączniku 6 dla rekreacji i sportu nigdzie nie ma mowy o zakazie lotów nad budynkami, chyba że za takie uznajemy „przeszkody, od których należy zachować bezpieczną odległość poziomą”, ale to już kwestia interpretacji terminu „przeszkoda”, który nie jest nigdzie w załączniku zdefiniowany.

Dodatkowo artykuł autorstwa małopolskiej policji powołuje się na zapisy ze strony ULC dotyczącej lotów rekreacyjnych, a tam czytamy:

„Jeżeli waga Twojego drona nie przekracza 600g zachowaj bezpieczną odległość od zabudowy miejscowości, miast, osiedli lub od zgromadzeń osób na wolnym powietrzu oraz osób, pojazdów, obiektów budowlanych niebędących pod Twoją kontrolą (ta odległość nie jest określona przez przepisy w metrach.”

To jest ewidentnie zalecenie a nie faktyczny przepis lotniczy wynikający z właściwego rozporządzenia.

Moje wnioski

Obserwacja całej „afery z dronem na dachu Kościoła Mariackiego” uświadomiła mi kilka rzeczy, które mówiąc szczerze nie napawają mnie optymizmem…

Media

Różne źródła od ponad 2 lat podają, że w Polce lata około 100,000 dronów nie licząc tych najbardziej zabawkowych. Można przyjąć, że przy dobrej pogodzie dziennie wzbija się w powietrze choćby na chwilę kilka – kilkanaście tysięcy sztuk. Śledząc różne grupy dyskusyjne w internecie niemal codziennie czytam o ucieczkach dronów, upadkach z wysokości, o dronach znalezionych przez przypadkowe osoby na drzewach czy dachach domów. To się dzieje, będzie się działo i nie da się tego uniknąć, bo ilość sprzedawanego sprzętu, dostępność i popularność „latających kamer” rośnie wykładniczo a statystyka jest nieubłagana – im więcej sprzętu w powietrzu tym więcej będzie go również spadać. Tymczasem wystarczy jeden „medialny upadek” na znany w całej Polsce zabytkowy budynek i nagle wszystkie media bez wyjątku rozkręcają aferę na cały kraj. Nie ma dla nich zupełnie znaczenia, że dron to lekki plastikowy amatorski sprzęt, który nie miał nawet szans wyrządzić żadnej krzywdy – zaryzykuję – nawet jakby spadł na kogoś (pomijając fakt, że lądował więc nie był to swobodny spadek). Nawet Unia Europejska dopuszcza takie drony do lotów nad ludźmi, bo ich energia kinetyczna podczas uderzenia jest na tyle mała, że nie stwarza dużego zagrożenia dla zdrowia osób. Wciąż – dla większości mediów to bez znaczenia. Chwytliwy temat podgrzewany przez 2-3 dni to pożywka dla radia, telewizji i portali internetowych. Niestety to będzie się działo jeszcze nieraz w przyszłości przy okazji kolejnych takich incydentów. Ucierpi na tym najbardziej wizerunek samych operatorów choć z drugiej strony… może ostudzi zapędy niektórych, a innym uświadomi, że jest coś takiego jak prawo lotnicze?..

Służby

Swego czasu napisałem artykuł „Ile o przepisach dronowych wie krakowska policja?”, na potrzeby którego wypytałem o możliwość latania dronem przypadkowo napotkanych policjantów oraz będących akurat na służbie w poszczególnych komisariatach. Było to ponad 1,5 roku temu i wierzę, że od tamtego czasu świadomość i znajomość prawa lotniczego w policji znacząco wzrosła…

Komisariat policji w Krakowie

W przypadku „drona na Kościele Mariackim” służby zostały poinformowane przez samego operatora więc ciężko mówić tu o skuteczności policjantów z prewencji – przyjechali na miejsce razem ze strażą pożarną. Operator został jednak zatrzymany przynajmniej na jeden dzień w areszcie, gdzie po przesłuchaniu postawiono mu zarzut. Jestem ciekaw jednak, czy zarzuty postawiono po skontaktowaniu się z Urzędem Lotnictwa Cywilnego, czy jednak ktoś w krakowskiej policji wykazał się znajomością prawa lotniczego, by postawić taki zarzut? Teraz pozostaje czekać, co na to wszystko powie prokuratura – może ciągnąć sprawę dalej do sądu lub umorzyć. O dalszych efektach pracy służb zapewne dowiemy się… z mediów 😉

Odpowiedzialność

Przyznam szczerze, że z tym mam największy problem. Z jednej strony doszło do incydentu, w którym operator miał swój udział i nie dopilnował wszystkiego na 100%. Z drugiej strony – mogło być w tym dużo przypadku: nagły silny wiatr, Home Point poniżej 20m od miejsca utraty sygnału, nagłe zerwanie połączenia bez wcześniejszych oznak problemów z łącznością radiową. To mogło się zdarzyć w zasadzie każdemu, bez względu na to czy ma świadectwo kwalifikacji i zna się doskonale na prawie czy nie. Zauważcie, że jeśli operator sam by nie zgłosił tego zdarzenia – nikt by prawdopodobnie o tym nie usłyszał. Możliwe, że jakiś świadek powiadomiłby służby, ale policja nie znalazłaby operatora mając jedynie jego drona.

Operator jest odpowiedzialny za przebieg i konsekwencje swojego lotu, ale jak traktować incydenty, w których dużą rolę odgrywa… przypadek? Co by było gdyby w drona wleciał gołąb których jest zwykle dużo w okolicach Rynku Głównego w Krakowie? Czy operator powinien przewidzieć takie zagrożenie i odpuścić lot? Czy operator jest w stanie przewidzieć bezpieczną odległość w każdej sytuacji? Można szybko dojść do wniosku, że każdy jeden lot jest obarczony pewnym ryzykiem upadku drona bez wyraźnej winy operatora. Jak w takich sytuacjach oceniać odpowiedzialność operatora, jaką zastosować karę?..

Kara

Źródło: Pixabay.com

Karą za złamanie przepisów ruchu lotniczego jest 5 lat pozbawienia wolności. Oczywiście jest to maksymalny wymiar kary przy świadomym działaniu i mogę sobie go wyobrazić dla kogoś, kto wleci dronem na ścieżkę podejścia do lotniska powodując zagrożenie dla życia pasażerów. Dla mnie już samo zatrzymanie w areszcie jest sporą przesadą. Oczywiście w tym przypadku policja mogła podjąć taką decyzję z racji tego, że trafiło na obywatela innego państwa, który w zasadzie tego samego dnia szykował się do wyjazdu.

Na ostateczne rozwiązanie sprawy pewnie jeszcze chwilę poczekamy. Moim zdaniem pokrycie kosztów pracy straży pożarnej powinno być obowiązkowe i nie należy tego uznawać za „karę”. Jeśli zarzut złamania przepisów ruchu lotniczego zostanie podtrzymany w sądzie to obstawiam dodatkowo karę grzywny. Póki co operator jest już stratny Mavica Mini zatrzymanego jako dowód w sprawie…

Na zakończenie wypadałoby odpowiedzieć wprost na pytanie postawione w tytule artykułu: czym grozi lądowanie awaryjne Maviciem Mini na dachu zabytkowego Kościoła Mariackiego w Krakowie? Przede wszystkim rozgłosem w mediach przynajmniej na całą Polskę, zatrzymaniem przez policję i postawionymi poważnymi zarzutami, utratą samego drona, możliwe, że obarczenie kosztami za akcję strażaków, a jeśli sprawa skończy się w sądzie to jeszcze wyrokiem „w papierach” i prawdopodobnie karą grzywny. Czy to wszystko jest adekwatne do skali incydentu? Moim zdaniem zdecydowanie nie, ale niestety takie jest prawo i takie mamy podejście mediów do dronów.

Założę się, że w tym momencie wielu z Czytelników zastanawia się, czy będąc w takiej sytuacji sami zadzwonili by na nr 112 czy raczej poświęcili by drona by oszczędzić sobie pozostałych „atrakcji”… 😉

Poprzedni

Konferencja Dentons Drone Day - 17 stycznia 2020 r.

Następny

Autel EVO 2 pokazany na CES 2020

6 komentarzy

  1. Avatar
    6 stycznia 2020 at 17:07 — Odpowiedz

    Poświęcić drona?
    W końcu go zdejmą, spytają dni do kogo należy – numer seryjny.
    Swoją drogą, to jak mi gołąb nasra na głowę, to też będzie to naruszenie przepisów o ruchu lotniczym?

    • Avatar
      8 stycznia 2020 at 02:01 — Odpowiedz

      Nie sądzę, żeby DJI ot tak dawało służbom informacje o tym, na kogo jest zarejestrowane urządzenie tym bardziej, że nic się nie stało, a sam znaleziony dron bez świadków lub sprawcy nie jest żadnym dowodem 😉

  2. Avatar
    7 stycznia 2020 at 07:53 — Odpowiedz

    Nareszcie normalny artykuł o tym temacie.

  3. Avatar
    10 stycznia 2020 at 00:52 — Odpowiedz

    Do 5lat więzienia… Kilka dni temu w mediach pisano o 2 mordercach. Zaplanowali zabójstwo i drewnianymi pałkami zatlukli człowieka przed domem na oczach dziecka. Dostali 4 i 5 lat. W naszym kraju bycie brutalnym mordercą jest niżej karane niż lądowanie mini dronem na dachu bez szkód.

    • Avatar
      14 stycznia 2020 at 17:09 — Odpowiedz

      W artykule jasno jest napisane, że 5 lat to maksymalny wymiar kary, za morderstwo maksymalny wymiar to dożywocie, więc porównanie trochę bez sensu, co nie zmienia faktu, że zasądzane w Polsce kary często są śmiesznie niskie.

  4. Avatar
    22 maja 2020 at 01:51 — Odpowiedz

    W polsce nie ma dozywocia max to 25 lat ale tyle to sady zwyrolom dawaly za komuny

Skomentuj artykuł

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *