AktualnościPoradyZe Świata

4 silniki to zdecydowanie za mało…

Czemu DJI porzuciło ideę hexa- lub octocopterów – czyli wielowirnikowców o odpowiednio 6 i 8-silnikach i śmigłach – na rzecz quadcopterów (4-silnikowców) nawet w taki drogich maszynach jak DJI Inspire 2? Tego nie wiem, a odpowiedź znają pewnie inżynierowi i szefowie DJI. Być może to kwestia ceny, większych rozmiarów i bardziej skomplikowanej konstrukcji, od których stroni DJI w swoich dronach klasy RTF (Ready-to-Fly). Jedno jest pewne – w razie awarii jednego z napędów w quadcopterze nie mamy już żadnych szans na uratowanie maszyny.

Na początku zaznaczę, że poruszam tutaj temat w kontekście znanych serii DJI Phantom czy DJI Inspire, bo użytkowników tych modeli jest zapewne najwięcej. Mam świadomość, że DJI jest również producentem dość kultowych już wielowirnikowców – S900 i S1000 – czyli odpowiednio hexacoptera i octocoptera. Te jednak wymagają wkładu pracy samego operatora, dobrania odpowiedniego kontrolera, skonfigurowania go, połączenia z odbiornikiem, a ponad to – zapewnienia sobie samodzielnie gimbala, kamery i całego systemu FPV do podglądu wizji. Modele te – z racji swoich rozmiarów, cen i poziomu skomplikowania – odeszły w cień ustępując miejsca gotowym quadcopterom z kamerą i podglądem na żywo w standardzie.

Wracając jednak do tematu 4 śmigieł w wielowirnikowcu – do napisania tego tekstu zainspirował mnie film, który zobaczyłem dziś w sieci. DJI Inspire 2 – w wyniku ułamania się końcówki ramienia z silnikiem – spada bezwładnie w dół. Przypomnijmy – DJI Inspire 2 w najuboższym zestawie z kamerą X5S to koszt powyżej 20 tyś. zł. A spada tak:

Na końcu filmu możemy zobaczyć jak wygląda odnaleziony sprzęt po kraksie:

DJI Inspire 2 po kraksie
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=YP4gqqbJ4zg
DJI Inspire 2 po kraksie
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=YP4gqqbJ4zg
DJI Inspire 2 po kraksie
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=YP4gqqbJ4zg

Odłużmy na bok rozważania jaki był realny powód tej kraksy – może to być wada montażowa, zbyt słaby materiał, czy nawet sam użytkownik przyczynił się do powstania takiego osłabienia lub wady. Wciąż nie zmienia to faktu, że w razie takiej awarii, która może się zdarzyć zawsze, komercyjny quadcopter nie ma możliwości awaryjnego lądowania – leci jak kilkukilogramowy kamień w dół. Specjalnie napisałem „komercyjny” quadcopter, bo naukowcy już dawno opracowali quadcoptery, które radzą sobie nawet bez 2 z 4 śmigieł:

Jeśli nie quadcopter to co?

To proste – chociażby hexacopter. Nie jest to żadną nowością, że hexacoptery (6-silnikowce) przy utracie jednego (czasem nawet dwóch!) napędów, czyli układu śmigło+silnik+regulator, są w stanie jeszcze wylądować. Jedne zrobią to w sposób awaryjny – obracając się wokół własnej osi pionowej. Inne będą znacznie bardziej sterowalne, choć takiego lotu nie należy kontynuować dalej niż tylko podejście do lądowania w bezpiecznym miejscu.

To – czy hexa- lub octocopter wyląduje zależy przede wszystkim od wydajności napędu (śmigło+silnik+regulator) oraz samego kontrolera (FC) drona. Wydajność napędu jest o tyle istotna, że w razie utraty jednego z silników – pozostałe muszą przejąć jego rolę w stabilizacji więc będą musiały pracować na zwiększonych obrotach zarówno po to, żeby model nie zaczął lecieć w dół jak i po to, by wciąż poziomował lot. Co do kontrolera – ten musi zachować się tak, by zwiększyć obroty poszczególnych silników dla utrzymania całej konstrukcji w powietrzu. I to też nie jest w obecnych czasach jakąś „rocket science”. Co ciekawe – potrafią to nawet starszej daty kontrolery DJI: Naza, Wookong, A2. Dowody na to można znaleźć wprost na YouTube:

Rownież konkurencyjne kontrolery PixHawk radzą sobie z tym bez problemu:

Znalazłem też fajny film dokumentujący konkurencyjnego dla DJI drona Yuneec Typhoon H, który jest właśnie małym hexacopterem. Tutaj – z powodu mniejszych rozmiarów i zapewne mniejszej wydajności poszczególnych układów napędowych na pojedynczych ramionach – dron zaczyna się szybko obracać, ale nie spada:

W czym więc problem?

Sam nie wiem. Skoro Yuneec może produkować małej klasy hexacopter  (Yuneec Typhoon H lub Typhoon 520), który rozmiarami wcale nie poraża, fajnie się składa i jest wciąż dronem poręcznym, czemu DJI nie pójdzie w tym kierunku? Może to po prostu polityka firmy lub taka wizja producenta, by robić jednak quadcoptery a stawiać na niezawodność napędu i elektroniki. W końcu nie psuje się ona codziennie i nie często słyszy się o spadających nowych modelach DJI Phantom lub Inspire właśnie z powodu utraty jednego silnika bądź śmigła. Tyle, że gdy się już zdarzy – niestety pozostaje pozbierać to co zostało po upadku…

Poprzedni

Yuneec Typhoon H520 - wszystko co musisz wiedzieć

Następny

Drony Star Wars - gratka dla fanów Gwiezdnych Wojen

Brak komentarzy

Skomentuj artykuł

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *