AktualnościZastosowania dronówŻycie codzienne

Gdy dobre drony stają się złe…

Oryginał artykułu znajduje się na stronie: http://www.wired.com/2016/01/when-good-drones-go-bad/ i był on inspiracją do napisania tego tekstu. Poniższy materiał jest jego częściowym tłumaczeniem i luźną interpretacją, nie zaś dokładną kopią.


 

Nie tak dawno temu pisałem artykuł o tym, jak Kurdowie zestrzelili w Syrii amatorskie drony ISIS wypełnione ładunkami wybuchowymi, które leciały w ich kierunku z zamiarem detonacji. Do tego celu bojownicy ISIS użyli piankowych latających skrzydeł delta o nazwie Skywalker X8, które można kupić w sklepach modelarskich również w Polsce za cenę kilkuset złotych. Z kolei wcześniej – wiosną 2014 w serwisie YouTube pojawiły się filmy z powietrza ukazujące syryjską bazę lotniczę Tabqa. Niby nic w tym dziwnego, ale nagrania były wykonane również przez ISIS bardzo popularnym dronem DJI Phantom FC40. A to nie jedyne przypadki wykorzystania popularnych cywilnych dronów-zabawek przez bojowników ISIS, które trafiły do mediów.

Już jutro w Brukseli rusza dwudniowa konferencja pod nazwą RPAS CivOps, na której będą prezentowane i dyskutowane rozwiązania systemowe dla dronów cywilnych. Nie zabraknie tam polskiej delegacji z firmy Dron House, które przedstawi również swój autorski Europejski System Monitoringu Dronów.

Do dwóch powyższych faktów dorzucę jeszcze trzeci. Dosłownie przed kilkoma tygodniami wspomniany już producent najpopularniejszych obecnie quadcopterów na rynku cywilnym – DJI – ogłosił, iż wprowadza do aplikacji DJI Go obsługującej drony DJI modyfikację w postacji geofencing’u. Jest to blokada software’owa założona na drony DJI, która ma uniemożliwić start i wlatywanie w newralgiczne strefy powietrzne jak np. okolice Białego Domu w USA (strefa zakazu o promieniu ponad 15 mil ze środkiem w Białym Domu). Nowy geofencing DJI ma wprowadzić nowe „strefy ograniczeń” i „strefy zakazów” na mapach aplikacji. W tych pierwszych lot będzie możliwy o ile strefa „zostanie odblokowana” poprzez podanie swoich danych np. karty kredytowej (zapewne w celu szybkiej identyfikacji gdyby zaszła taka potrzeba). W tych drugich loty będą całkiem zakazane.

Łącznikiem przytoczonych powyżej faktów jest zagrożenie płynące z użytkowania dronów cywilnych, gdy te trafiają w ręce „złych osób” (jakkolwiek banalnie to brzmi). I nie chodzi o zagrożenie spowodowane brakiem wiedzy niedoświadczonych operatorów, brakiem umiejętności sterowania czy wyobraźni podczas lotów w pobliżu lotnisk, nad ludźmi, nad terenami zabudowanymi. Chodzi o zagrożenie celowym atakiem (np. terrorystycznym) z powietrza przy użyciu całkiem zwyczajnych dronów zabawek, które każdy z nas może dostać od ręki w sklepie.

Na przykładzie DJI widać, że producenci bezzałogowców – raczej pod wpływem nacisków „z góry” niż z własnej woli – mogą wprowadzić pewien rodzaj bariery zabezpieczającej kluczowe obiekty przed atakami. Mimo wszystko, żeby tego typu zabezpieczenia miały większy sens, wszyscy producenci musieliby wprowadzić podobne rozwiązania. Sęk w tym, że również takie działanie nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. Czemu? Bo na rynku jest cała masa różnych kontrolerów stosowanych w dronach cywilnych, które działają na zasadzie OpenSource (jak chociażby APM czy CC3D) i dzięki otwartemu kodowi, każdy może w dowolny sposób zaprogramować swojego drona. Zakazanie ich produkcji, sprzedaży czy rozpowszechniania nic nie da – w końcu to „tylko” kod sterujący dronem, udostępniany publicznie w internecie, wystarczy go wgrać na mało skomplikowaną płytkę z elektroniką, którą również można samodzielnie wytworzyć. Zakazywanie czy próba usunięcie z rynku kontrolerów OpenSource prędzej doprowadzić do powstania „efektu Streisand” niż faktycznego pozbycia się tych kontrolerów.

Czy system monitoringu dronów autorstwa polskiej firmy Dron House jest w stanie zabezpieczyć nas przed atakami? Również nie i chyba nikogo tu nie trzeba przekonywać. System zakłada bowiem umieszczenie na pokładzie drona urządzenia nadawczego w technologii GSM, który będzie przekazywał pozycję naszego drona. Chyba raczej nikt nie wierzy, że tak rejestrowane drony np. ISIS chciałoby wykorzystywać do ataków. To tak, jakby łudzić się, że napady z bronią są dokonywane przy użyciu pistoletów i karabinów z legalnych źródeł – oznaczonych i obecnych w rejestrze policji.  Powstaje zatem pytanie: jak skutecznie można się bronić, przed „dobrymi popularnymi dronami” cywilnymi, które w rękach złych ludzi mogą stać się olbrzymim zagrożeniem dla cywilów narażonych obecnie np. na ataki terrorystyczne?

„Najlepszą obroną przed wrogim wykorzystaniem dronów jest zastosowanie hierarchi środków zaradczych obejmujących trzy główne filary: regulacje prawne, środki zaradcze aktywne i środki pasywne”.

Powyższy fragment to tłumaczenie zdania z raportu pt. „Open briefing” (ze stycznia 2016) przygotowanego przez niezależnych ekspertów z Wielkiej Brytanii sporządzonego w ramach programu Remote Control Project i prowadzonego przez Oxford Research Group. Czym dokładnie są te trzy filary środków zaradczych?

Pierwszy, czyli regulacje prawne jest dość oczywisty. Chodzi o prawo lotnicze, które wciąż jest na etapie ewoluowania i przystosowywania się do nowych warunków w powietrzu, które wytworzyły w ostatnich latach bezzałogowce. Póki co każdy z krajów samodzielnie tworzy własne prawo lotnicze na terytorium danego państwa co wynika bezpośrednio z Konwencji Chicagowskiej. Mimo to Komisja Europejska na początku lipca 2013 roku opublikowała dokument pod nazwą RPAS Roadmap, który miałby unifikować przepisy dotyczące RPAS lub prościej – dronów – na terenie wszystkich państw UE. Specjalny Zespół Sterujący powołany przez Komisję (European RPAS Steering Group – ERSG) ma już dość konkretne wytyczne na lata 2016-2028, które zostały zawarte w RPAS Roadmap i które mają na celu integrację dronów we wspólnej europejskiej przestrzeni powietrznej. To by oznaczało, że prawo do lotów bezzałogowców również w Polsce będzie tworzone przez EASA (European Aviation Safety Agency), a nie ULC – jak do tej pory.

Regulacje prawne są pierwszym formalnym krokiem w stronę zapewniania bezpieczeństwa. Wprowadzona w USA obowiązkowa rejestracja dronów cięższych niż 250g dodatkowo wspomagana przez ograniczenia sprzętowe DJI to najlepszy przykład wprowadzania formalnych środków zaradczych, które są pierwszym sitem na drodze do łamania prawa.

Środki zaradcze pasywne to środki stricte techniczne, które jednak nie leżą już po stronie operatora drona lecz ich egzekwowanie leży w gestii państwa i odpowiednich instytucji. Chodzi tu np. o klasyczne systemy radarowe do wykrywania i monitorowania dronów lub nowsze metody takie, jak pomysł Dron House z Europejskim Systemem Monitoringu Dronów. Również do pasywnych środków zaradczych zalicza się zakłócacze sygnałów radiowych czy też system DroneShield, który polega na wykrywaniu bezzałogowców ze względu na sygnały dźwiękowe, które emitują ich systemy napędowe.

Środki zaradcze aktywne to ostatnia warstwa ochrony, używana w przypadku gdy dwie poprzednie zawiodą. Ich zadaniem jest zniszczenie lub dezaktywację drona, by uniemożliwić mu dalszy lot. Zakłócenie sygnału GPS jest chyba najłagodniejszym ze sposobów – znacznie skuteczniejsze byłyby lasery lub pociski do niszczenia dronów, które zresztą są już przetestowane i dostępne do użycia.

Wydawało by się zatem, że rozwiązaliśmy problem dzięki prostemu zastosowaniu trzech powyższych środków. Tymczasem nie jest to takie „różowe”, na jakie wygląda.

„The trick, then, will be finding the right combination of the three that prevent harm while still enabling good.”

Po głębszym zastanowieniu pojawia się jednak wiele „ale” w stosunku do zaprezentowanych środków. Jak głosi powyższy cytat z oryginalnego artykułu – największym problemem może być stworzenie odpowiedniej kombinacji i wyważenia trzech wspomnianych środków zaradczych tak by zapobiegać „złym dronom” jednocześnie umożliwiając „dronom dobrym” normalne funkcjonowanie. Regulacja rynku dronów już na etapie sprzedaży zupełnie odpada – to tak, jakby zakazać kupowania samochodów, bo mogą przecież posłużyć do ataku lub spowodować celowy wypadek. Poza tym używanie laserów czy rakiet do niszczenia dronów np. w warunkach miejskich przy gęstej infrastrukturze i w pobliżu ludzi zupełnie odpada – właśnie z racji bezpieczeństwa!

Ostatecznie może się okazać, że nie istnieje żadne idealne rozwiązanie tego problemu. Drony cywilne w przeciągu najbliższych lat staną się tak popularne w naszej przestrzenii, że pozostaną rozwiązania najbardziej skrajne: albo pozostawić większą swobodę latania, rozwijać branżę i wliczyć w to niebezpieczeństwo ze strony „złych dronów” albo nałożyć całkowity zakaz na loty dronów i tym samym zahamować rozwój całej branży bezzałogowców w imię bezpieczeństwa nas wszystkich. Czy może jest lepsze pośrednie wyjście z tej sytuacji?

 

Polecam przeczytać w tym temacie:

Poprzedni

Polskie Centrum Systemów Bezzałogowych w Gliwicach

Następny

Drone Days - 6-7 marca 2016, Bruksela

2 komentarze

  1. Avatar
    29 lutego 2016 at 17:08 — Odpowiedz

    Amerykanie również mają sporo na sumieniu – wywołali rewolucje w Libii i Syrii oraz zabili Saddama Hussejna i Muammara al-Qaddafiego. Podczas tych wojen wykorzystywali drony tak samo jak ISIS.
    Bezprawna działalność amerykanów wcale nie jest gorsza niż działalnosć ISIS.
    Sz. Panie Michale Zawadzak szkoda, że pisze Pan tak dendencyjne artykuł opierające się na uproszczonym modelu lansowanym przez media: amerkanie=dobrzy, ISIS=zły. Nie wiem czy Pan wie, ale ISIS zostało stworzone przez amerykę.

    • Avatar
      29 lutego 2016 at 17:27 — Odpowiedz

      Nie wiem, gdzie Pan w tym artykule znalazł pochwałę USA z mojej strony? No i chyba Pan przesadził z porównywaniem działań ISIS do USA. Mniejsza o to, w ogóle nie o tym jest ten artykuł – chodzi o skuteczne zabezpieczenie się przed możliwością użycia zwykłych dronów cywilnych do ataków np. terrorystycznych.

Skomentuj artykuł

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *